STRONA GŁÓWNA   |   DODAJ DO ULUBIONYCH   |   MAPA STRONY   |   RSS
Opis barek
 
Zobacz trasy
 
Oferta specjalna
 
2018-10-01
Pobierz nasz folder wakacje na barce ...
2018-04-06
Zobacz nową fotogalerię - wiosna w Holandii...
2016-08-23
Pętla Żuławska z drona...
 
 
Kurs   sprzedaży   NBP
EUR
4,3263
 
barki.pl

Holandia - wakacje na barce (2009)

Wakacje w Holandii

HolandiaCzy zastanawiałeś się kiedyś z czym kojarzy Ci się słowo Holandia? Moje pierwsze skojarzenia to: tulipany, wiatraki i sery. Ten kraj choć położony stosunkowo niedaleko od Polski nie leżał dotychczas na głównym szlaku naszych wakacyjnych wypraw. Być może ze względu na klimat a może ze względu na jego bardziej miejski charakter. W tym roku postanowiliśmy odkryć Holandię i to z pokładu barki. Naszą przygodę z kanałami i rzekami Holandii rozpoczynamy w niewielkiej miejscowości Loosdrecht położonej około 30 km od Amsterdamu niedaleko jeziora Loosdrechtse Plassen. Baza Locaboat – firmy,  z której czarterujemy barkę, jest niewielka. Aby do niej dotrzeć należy wjechać na teren pola kempingowego gdzie domki bardziej przypominają letnie rezydencje niż drewniane domki w stylu „Brda”. Przejęcie barki trawa szybko. Naszym domem na najbliższy tydzień będzie Penichette 1500 jedna z największych barek w ofercie Locaboat. Załoga składa się z trzech rodzin w tym piątki dzieci w wieku 5-8 lat.

 

To co uderza przy pierwszym porównaniu pływania na barce w Holandii i Francji to zaskakujący ruch. Jest niedziela. Wokół nas płyną olbrzymie jachty motorowe, niewielkie jachty żaglowe, motorówki, stateczki, barki i wszystko inne co może unieść się na wodzie. Aby pokonać pierwszą śluzę jesteśmy zmuszeni stać w kolejce wraz z innymi ponad dwie godziny. Kolejna niespodzianka już po chwili. Po wpłynięciu do śluzy okazuje się, że mamy bardzo liczną widownię. Wzdłuż śluzy rozstawione są plastikowe krzesełka - wszystkie zajęte, a my jak prawdziwi aktorzy prezentujemy pokaz umiejętności w śluzowaniu 15 metrowej barki. Korzystając z okazji, podczas postoju w śluzie kupujemy świeże wędzone węgorze.

 

wiatraki w Holandii

Wypływamy na rzekę Vecht kierując się w stronę Amsterdamu. Po drodze mijamy przepiękne rezydencje, zadbane ogrody i pomimo że mamy koniec sierpnia pełno tu kwiatów. Różnokolorowe hortensje królują w każdym ogrodzie. Ponieważ jesteśmy w Holandii nie brakuje wiatraków. Najczęściej zaadoptowane na domy mieszkalne dumnie prezentują swoje odbicie w wodach rzeki Vecht.

 

Do Amsterdamu dopływamy przed zmrokiem. Obawiając się braku miejsc w głównej marinie stajemy na obrzeżach miasta. Stamtąd tylko 15 min. metrem i już jesteśmy w centrum. Amsterdam nocą jest piękny, gwarny, trochę ekstrawagancki i bardzo rozrywkowy. Cóż nie odkryliśmy jego uroków w pełni a to za sprawą przysypiających dzieci na naszych rękach.

 

Z samego rana wpływamy do Amsterdamu barką. Pogoda przepiękna. Bogato zdobione kamienice odcinają się od błękitnego nieba. Co chwila przepływamy pod jakimś mostem, delikatnie manewrując pod nim barką. Jest to niezwykle ekscytujące ponieważ zdarza się, że różnica pomiędzy wysokością barki a wysokością mostu to dosłownie pięć centymetrów. Amsterdam zachwyca swoim położeniem. Niezliczone kanały i mosty nadają mu wyjątkowy charakter. Co chwila widzimy kogoś na rowerze: od eleganckiego Pana w garniturze po wiekową panią z pieskiem. Duże zainteresowanie wzbudzają również barki – mieszkania zacumowane wzdłuż kanałów.

 

Mamy dużo szczęścia ponieważ trasa naszego rejsu zatacza koło tzn. zaczyna się i kończy w tym samym miejscu ale nie zmusza nas do dwukrotnego płynięcia tą samą drogą wodną. Z Amsterdamu płyniemy rzekę Amstel, Kromme i Grecht aż do miejscowości Woerden gdzie cumujemy na noc. Jak na razie mamy dużo szczęścia z pogodą, czego nie można powiedzieć o doznaniach kulinarnych. Za każdym razem gdy doskwiera nam głód okazuje się, że nie mamy gdzie zjeść, bo to pora gdy lunchu już nie wydają (do 14,00), a do kolacji jeszcze za wcześnie (od 17-18,00). Warto również pamiętać, że w poniedziałki większość restauracji jest nieczynna. Stołujemy się zatem głównie na barce.


barki w LoosdrechtRzeczą niezwykle charakterystyczną dla Holandii a z drugiej strony jakże banalną jest pobieranie opłaty za otwarcie mostu. Polega to na wrzuceniu drobnych pieniędzy (często „co łaska”) do typowego holenderskiego „trepa” przez innych nazywanego „chodakiem” zawieszonego na wędce.  Proste, skuteczne i z przymrużeniem oka. Na nocleg wpływamy do centrum Woerden cumując w kanale otaczającym miasto. Niedaleko od nas wznosi się wiatrak a w centrum miasta można zobaczyć odrestaurowany zamek.

 

Prawdziwych wrażeń dostarcza nam kolejny nocleg w niewielkiej ale jakże znanej za sprawą sera miejscowości Gouda. Tym razem również udaje nam się wpłynąć barką do miasta i stanąć na noc w jednym z kanałów. Główne ulice miasta prowadzące na rynek przystrojone są okrągłymi atrapami sera gouda. O bogatej historii tego miasta świadczą liczne ślady, takie choćby jak: bazylika z XVII wieku, ratusz wybudowany centralnie na rynku z XV wieku, liczne rezydencje bogatych mieszczan. Ciekawie prezentują się dawne hale targowe usytuowane wzdłuż centralnego kanału Goudy – wieczorami zastawione stołami pobliskiej restauracji.

 

Następnego dnia rano miasto nabiera innego charakteru. Na głównym rynku rozstawiają się liczni handlarze a my mamy okazje zobaczyć jak wygląda pchli targ w wydaniu holenderskim. Z każdą minutą przybywa ludzi a wraz z nimi rowerów. Rowery to główny środek transportu. Tutaj każdy ma i jeździ na rowerze. Jesteśmy nielicznymi pieszymi, którzy muszą co chwila uskakiwać przed nadjeżdżającym rowerem, wsłuchiwać się w dźwięk dzwonka lub pamiętać aby nie iść ścieżką dla rowerów. My również wynajmując barkę wzięliśmy kilka rowerów. Dzięki nim szybciej zwiedzaliśmy okolice i sprawniej robiliśmy drobne zakupy w pobliskich sklepach. Była to również dodatkowa atrakcja dla dzieci. Opuszczamy Goude z lodówką zapakowaną serami.w drode do Ansterdamu
Niedaleko Goudy leży niewielka miejscowość Oudewater. Warto się tu na chwilę zatrzymać. Zegar na kościelnej wieży wygrywa muzykę, kawiarenki rozsiane nad kanałami zachęcają do chwili odpoczynku przy kuflu holenderskiego piwa. Trafiamy na targ gdzie kupujemy słynne okrągłe ciastka przekładane karmelem oraz sery jako prezent z wakacji dla znajomych.

 

Na naszej drodze już ostatni ważny punkt programu –  Utrecht. To druga po Amsterdamie największa miejscowość, którą odwiedzamy. Penichette 1500 okazuje się zbyt duża abyśmy mogli popłynąć głównym kanałem przez sam środek miasta. Dlatego cumujemy w marinie i do centrum udajemy się pieszo. Utrecht to stare ale wspaniale zachowane miasto. Ponad bogato zdobionymi kamienicami góruje 112 metrowa wieża katedry z XIII wieku.  Ten duży ośrodek uniwersytecki tętni życiem. Ilość rowerów jest jeszcze bardziej przytłaczająca niż miało to miejsce w Goudzie. Ci którzy nie mają jeszcze dość wody mogą wynająć rower wodny lub kajak i przepłynąć wzdłuż Oudegracht,  delektując się widokami z poziomu kanału. Warto to zrobić gdyż kanały w Ultrechcie pełnią dodatkową funkcję:  poziom dawnych piwnic i warsztatów mieszczących się tuż nad lustrem wody został zaadoptowanych na bary i restauracje. To znakomite miejsce aby zjeść kolacje po pełnym wrażeń dniu.

 

Powoli wracamy do naszej bazy w Loosdercht płynąc leniwymi wodami rzeki Vecht. Po lewej burcie ciekawie prezentuje się zamek Nijenrode z charakterystycznymi biało-czerwonymi rombami wokół okien. Niestety nie udostępniony zwiedzającym.  Mijamy wspaniałe rezydencje zbudowane między 1700-1900 rokiem oraz te bardziej współczesne, lecz nie ustępujące przepychem tym pierwszym. Zaskakuje nas częsty widok wysokich, bogato zdobionych bram wjazdowych, którym nie towarzyszy żadne ogrodzenie. W Holandii ogrodzenia stanowią rzadkość podobnie jak firanki w oknach.

 

Przed nami już ostatnie mosty i śluzy. Za chwile powrócimy do bazy gdzie kolacja w pobliskiej restauracji okaże się zwieńczeniem naszych wakacji.

 

Podczas tygodniowego rejsu udało nam się zobaczy spory kawałek Holandii. Okazało się że jest to kraj znakomicie nadający się na wakacje zarówno pod względem wspaniałej, wodnej infrastruktury – do centrum prawie każdego miasta wpływaliśmy kanałami, jak i za sprawą przepięknych widoków znakomicie zachowanych, starych miast i wypielęgnowanych miasteczek. Ciekawi jesteśmy jak wygląda Holandia gdy kwitną pola tulipanów. Może wrócimy tu wiosną?

 

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA