BARKI.pl
+48 22 446 83 80 info@punt.pl bez patentu

Lotaryngia – Francja wschodnia

Rutyna może zabić każdą przyjemność, także przyjemność urlopowania. Kto się nie przyzna, że z przyzwyczajenia wyjeżdża w te same miejsca, że w ten sam sposób spędza wolne dni: samochód, hotel, restauracje, zwiedzanie pod dyktando przewodnika. A przecież nie musi tak być. Wystarczy wsiąść na barkę, by odkryć zaskakująco oryginalny, zaskakująco swobodny sposób zwiedzania Europy.

Możliwy jest taki rejs: ładujemy się na barkę zacumowaną na Wiśle i płyniemy nią aż do Wenecji. Cała bowiem Europa poprzecinana jest kanałami łączącymi największe rzeki.

W Zachodniej Europie infrastruktura dla pływających na barkach jest już tak rozwinięta jak dla narciarzy. Ba, wiadomo nawet, że patronem ludzi barek jest Święty Mikołaj (ten sam co zimą roznosi prezenty). Ma on swoją przeuroczą, białą i słoneczną bazylikę w mieście St. Nicolas. Bazylikę zobaczyliśmy z daleka, górującą nad całą okolicą, gdy płynęliśmy do Nancy kanałem Marna – Ren.

Lutzelbourg baza wakacje na barce Alzacja i Lotaryngia
Baza firmy Locaboat w Lutzelbourg

Dlaczego barką ?

Już nam się nie chce jeździć na urlop samochodem; autostrady są do siebie podobne i wszędzie są problemy z zaparkowaniem, jak w Warszawie. Przestały nam odpowiadać wycieczki autokarowe kiedy trzeba poddać się dyscyplinie ich programu. Dyscypliny mamy dosyć na co dzień, w pracy. Nie, nie byliśmy „wszędzie” w Europie, ale zaczęło nam się wydawać, że nie ma już w niej dróg do odkrycia. Jednak zmieniliśmy zdanie, gdy pierwszy raz popłynęliśmy barką.

Wogezy – Francja zachodnia

Barka jest pływającym domem, który się przemieszcza. Nasza miała cztery sypialnie, dwa prysznice, dwie toalety i w pełni wyposażoną kuchnię połączoną z salonem oraz sterówką.

Mieszkasz na barce: śpisz, popijasz wino, gotujesz obiad, gadasz sobie z przyjaciółmi, a ona płynie. Łączy zalety samochodu i hotelu. Z pokładu barki prawie nie widzisz aut. Kanały prowadzą przez lasy i pola. Mijasz wsie i miasteczka. Kraj, który znasz z jego najwspanialszych budowli i najszybszych dróg oglądasz od strony zacisznej prowincji. Takiego nie widziałeś go wcześniej.

W dodatku wszystko to odbywa się jakby w zwolnionym tempie, gdyż barki płyną z szybkością kilku kilometrów na godzinę, więc siedzisz sobie w fotelu, gapisz się na brzegi niczym na ruchomy film. A jak ci się znudzi to biegniesz za barką. A jak masz dosyć płynięcia to przybijasz do brzegu (można wszędzie zacumować) i idziesz sobie na zakupy albo coś zwiedzić. Robisz co chcesz, na kompletnym luzie.

Kanał Marna-Ren z pokładu barki
To ja, na kompletnym luzie, na kanale Marna-Ren.

Wybraliśmy Francję a tam kanał Ren-Marna. Biegnie on od Renu w Alzacji na zachód, wspina zboczami malowniczych Wogezów, aż na ich szczyt, po czym schodzi w dół do stolicy Lotaryngii i prowadzi jeszcze dalej – do Paryża. Cały ma 314 km długości. Trzeba mieć miesiąc urlopu, żeby go przepłynąć. My mieliśmy tylko tydzień, musieliśmy zatem wybrać krótszy odcinek.

Przeprawa przez Wogezy

W Alzacji barki czarteruje się w porcie Lutzelbourg, uroczej wiosce położonej u stóp Wogezów. Stąd można płynąć na wschód do Strasburga i cumować w samym środku miasta, albo na zachód do Nancy, stolicy Lotaryngii. Wybraliśmy rejs na zachód.

Lutzelbourg wypływamy z portu
Wypływamy z portu w Lutzelbourg

Ułożyliśmy taki plan: płyniemy nieprzerwanie do Nancy, tam zostajemy na cały dzień, po czym wolno wracamy, zwiedzając po drodze ciekawe miejsca. Wyruszyliśmy w niedzielę. Do pokonania mieliśmy tylko 92 kilometry, ale trasa prowadziła przez góry! Najwyższy szczyt Wogezów, Grand Ballon, ma 1424 m n.p.m. Kanał miał nas zaprowadzić bardzo wysoko. Byliśmy bardzo ciekawi jak to będzie.

Tuż za Lutzelbourgiem wpłynęliśmy między skały. Kanał biegł zboczami gór. Co kilka kilometrów przecinały go śluzy. Każda z nich podnosiła naszą barkę o parę metrów w górę. Wreszcie dotarliśmy do miejscowości St-Louis. Tutaj wpłynęliśmy do ogromnej wanny ustawionej na szynach. Szyny o długości 128 metrów leżą na pochyłym stoku. Wejście do wanny zamknęło się i zaczęliśmy jechać w górę po szynach. W ciągu kilku minut pokonaliśmy wysokość 45 metrów! Kiedyś ten odcinek trasy przegradzało aż 17 śluz, a przepłynięcie przez nie zajmowało osiem godzin.

Winda dla barek w St. Louis Arzviller
Windą do nieba czyli winda w St. Loius Arzviller
Winda dla barek w St. Louis Arzviller
Jedziemy do góry!

Ale nasza przeprawa przez szczyty Wogezów jeszcze się nie skończyła. Parę kilometrów za śluzą – windą wpłynęliśmy do tunelu wydrążonego w skałach. Miał on 2300 metrów długości, za nim był jeszcze jeden krótszy, a na koniec śluza mająca 16 metrów wysokości. Stojąc na jej dnie czuliśmy się tak, jakbyśmy wpadli do głębokiej studni. Śluza napełniła się wodą, barka podniosła się w górę i oto byliśmy na szczytach Wogezów.

Tunel ponad 2 km koło Arzviller
Tunel ma ponad 2 km.

W dole widzieliśmy wzgórza i lasy przypominające nasze Bieszczady. Był początek września, liście klonów troszeczkę już żółkły, jakieś krzewy jeszcze kwitły na biało, znaleźliśmy w lesie dojrzałe gruszki ulęgałki, a w salonie czekała na wszystkich zupa cebulowa z grzankami, którą „dyżurny kucharz” właśnie upichcił. Było cudownie.

Pewnym problemem podróżowania po prowincjonalnej Francji zwłaszcza w czasie weekendu jest to, że mało gdzie można zrobić zakupy. W większych portach trafia się sklepik spożywczy, trzeba jednak pamiętać, że ma on (jak większość sklepów) przerwę obiadową między 12 a 14 godziną. Restauracje czy bary są tylko w dużych miejscowościach, ale obiady podają w nich dopiero wieczorem.

Na szczęście na pokładzie można gotować, wystarczy zabrać z Polski, tyle produktów, żeby starczyło na posiłki w niedzielę i poniedziałek rano. Barkę można przycumować w dowolnym miejscu. Warto jednak zatrzymywać się w portach, gdzie jest możliwość uzupełnienia zbiorników z wodą. Za postój i wodę nie płaci się. Paliwa dostaje się tyle, że starcza na cały rejs.

Spotkanie ze Stanisławem Leszczyńskim

Do Nancy płynęliśmy dwa dni. Codziennie mijaliśmy po kilkanaście śluz. Zabierają one czas ale są jedną z największych atrakcji rejsu barką.

W Nancy zatrzymaliśmy się w porcie, w środku miasta. Cały dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie tej czarującej stolicy Lotaryngii, pełnej parków, ogrodów, pięknych budowli i nawet oceanarium. Sprawa zwiedzania jest o tyle ułatwiona, że można wsiąść w kolejkę dla turystów i objechać w godzinę najważniejsze miejsca. A potem wrócić tam, gdzie się najbardziej podobało.

Nancy
W centrum Nancy

Na pewno warto wrócić na Plac Stanisława, z pomnikiem Stanisława Leszczyńskiego. Ten zdetronizowany król Polski był teściem Ludwika XV. Król Francji w 1738 roku mianował go księciem Lotaryngii. Leszczyński zarządzał prowincją przez 50 lat zapewniając jej rozkwit. Francuzi bardzo cenią naszego dostojnego rodaka, któremu nie powiodło się w Polsce, ale sukcesy odniósł za granicą. Podobnie ułożyły się losy wielu Polaków, zwłaszcza w ostatnim czasie. Może król Leszczyński powinien zostać ich patronem?

Nancy pomnik Stanisława Leszczyńskiego
Pomnik Stanisława Leszczyńskiego

W Nancy szukaliśmy lokalu, gdzie moglibyśmy spróbować regionalnego przysmaku – placka lotaryńskiego. Nie było łatwo. Przemierzyliśmy naprawdę wiele ulic, podziwiając przy okazji secesyjne kamienice. Tutaj bowiem powstała znana szkoła secesji stworzona przez grupę artystów, której przewodził Emile Galle. Tak ozdobionych balkonów i okien jak w Nancy nie zobaczy się nigdzie na świecie.

Jeśli chodzi o placek, to po obejrzeniu mnóstwa lokali arabskich, chińskich, syryjskich i innych, trafiliśmy wreszcie na francuski, a w nim ów quiche lorraine. Płaski plaster kruchego ciasta obłożony był wędzonym, podsmażonym boczkiem, zalany masą ze śmietany oraz jaj, a następnie zapieczony. Smaczne jedzonko i „na kieszeń” polskiej klasy średniej.

Życie nad kanałem

W drogę powrotną wyruszyliśmy we wtorek. Mieliśmy ze sobą przewodnik Waterways
Guide
, kupiony na początku rejsu w kapitanacie portu w Lutzelbourgu. Jest w nim dokładny opis trasy wraz z informacją co ciekawego można obejrzeć po drodze.

Zatrzymaliśmy się więc w St. Nicolas. Do tego miasta zwabiły nas wysmukłe wieże gotyckiej bazyliki. Mają 85 i 87 metrów wysokości, widać je z daleka. Bazylikę zbudowano z białego kamienia, a w 1980 roku kompletnie odnowiono dzięki darowiźnie zamożnej mieszkanki St.Nicolas. W środku jest jasno, słonecznie, radośnie zupełnie inaczej niż w gotyckich kościołach.

Bazylika w St. Nocolas de Port
Piękna bazylika w St. Nicolas-de-Port

W St.Nicolas, trafiliśmy na pierwszy duży market, i całe szczęście, że zrobiliśmy zakupy, gdyż nie udało nam się zjeść kolacji na mieście. Przez cały rejs zadziwiało nas, że mimo takiego ruchu turystów na kanale, nie widać żadnych budek z przekąskami czy pamiątkami. Nie ma reklam lokali gastronomicznych. Owszem obsługa portów działa bez zarzutu, ale zjeść i wypić nie jest łatwo. Ale gdy podróżuje się z własną kuchnia, problem staje się mniej dokuczliwy. Po prostu robi się mnóstwo sałaty, do tego podaje spaghetti albo schab pieczony w piekarniku i kolacja gotowa.

Obiad na barce
Posilamy się na barce

Wogezy – Francja zachodnia

Któregoś dnia utknęliśmy między śluzami obok pól kukurydzy. Utknęliśmy dlatego, że śluzy czynne są od siódmej do dziewiętnastej. Gdy źle się obliczy czas przejazdu, to zostaje się na kanale na całą noc, a wokół tylko piękna przyroda, niestety niejadalna. Na takie sytuacje trzeba być przygotowanym. Trzeba mieć w lodówce mały zapasik do zjedzenia i wypicia.

Albo przynajmniej jeden rower na pokładzie (można wypożyczyć w bazie w Lutzelbourgu). Rowerem zawsze dojedzie się do jakiegoś wiejskiego sklepiku, bo ten region Francji jest gęsto zamieszkany. Będą w nim bagietki, masło, sery, pomidory, wędlina, jednak wino może być drogie, a piwa może nie być wcale. W ogóle warto oglądać tamtejsze wioski. Gdyby nie to, że przed domami stoją współczesne samochody, można by pomyśleć, że czas stanął w miejscu. Jest bardzo cicho, bardzo czysto i rośnie mnóstwo kolorowych kwiatów. Na początku września kwitły ciągle pelargonie, hortensje, hibiskusy i laurowiśnie. Widać je było na każdym kroku.

W pamięci utkwiła nam miejscowość Hesse. Chodziliśmy po wąskich uliczkach, które zaprowadziły nas do ruin Opactwa Benedyktynów z XI wieku. Została po nim tylko świątynia, przekształcona w uroczy, wiejski kościół. Korzystając z porady naszego Waterways Guide zatrzymaliśmy się też w Niderviller, gdzie poszliśmy do fabryki porcelany. Nakupowaliśmy tam pamiątkowych talerzy pomalowanych w koguty i kurki, symbole Francji.

Fabryka fajansu Niderviller
Sklep przy fabryce fajansu

Miasto róż

Do Lutzelbourga wróciliśmy w czwartek, a barkę mieliśmy wynajętą do soboty. Postanowiliśmy więc w piątek popłynąć na jeszcze jedną wycieczkę, tym razem na wschód w stronę Alzacji do Saverne, miejscowości słynącej z parku, w którym rośnie 1300 gatunków róż.

Dziwny to był rejs, trwał pięć godzin w jedną stronę. Dziesięciokilometrową trasę przedzielało bowiem dziewięć śluz. Znów przedzieraliśmy się przez Wogezy i droga pięła się w górę.

Kanał Marna-Ren
W kanale Marna-Ren

W kanale nie ma nurtu, tak jak w rzece. Woda stoi. Każdy zatem odcinek kanału, od śluzy do śluzy, musi być idealnie poziomy, w przeciwnym razie woda wyciekłaby. Dlatego też im większe jest zróżnicowanie terenu, tym więcej śluz i tym wolniejszy rejs. Nie narzekaliśmy jednak, gdyż zaopatrzyliśmy się w świeże bagietki i kilka rodzajów pasztetów. Francja słynie z pasztetów, które w Polsce są trudniej dostępne niż sery. Warto więc ich spróbować. Dodatkowo Alzacja słynie z lekkich białych i niedrogich win typu Pinot Blanc lub Riesling. Nie zapomnieliśmy o nich. Umilały nam czas i pomagały w podziwianiu górskich widoków.

W Saverne okazało się, że róże już przekwitły. Najlepiej prezentują się w czerwcu, gdy odbywa się festiwal róż. Jednak miasteczko i bez nich jest prześliczne. Warto je odwiedzić. Ponadto mogliśmy w nim kupić prezenty – fajans i serwetki z wyhaftowanymi bocianami. Jak się bowiem okazało bociany – tak przecież w naszym wyobrażeniu polskie – są symbolami Alzacji.

W porcie w Lutzelbourg
Ponownie w bazie firmy Locaboat w Lutzelbourg

Tekst: Zofia Zubczewska
Zdjęcia: Stefan Zubczewski

Spodobał Ci się artykuł? Oceń go!

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...

Posty w kategorii

ul.Stryjeńskich 15A lok 5 (1 piętro), 02-791 Warszawa +48 22 446 83 80 info@punt.pl

ODWIEDŹ NAS: