BARKI.pl
+48 22 446 83 80 info@punt.pl bez patentu

O tym jak pogoda płata figle na rzece Lot

Od tego wszystko się zaczęło…

Myśl o podróży może wzbudzić wiele rzeczy: entuzjastyczna opinia znajomych, ciekawy artykuł w gazecie, piękna fotografia. W naszym przypadku to właśnie zdjęcie stało się przysłowiowym „motorem działania”. Przedstawiało imponujące, skalne klify, płynącą w dole rzekę oraz, na pierwszy rzut oka trudną do zauważenia, płynącą barkę. Okazało się, że jest to rzeka Lot w południowej Francji.

Postanowiliśmy sprawdzić „na własnej skórze” czy rzeczywiście jest tam tak pięknie. Rozpieszczeni piękną, jesienną pogodą w Polsce i temperaturami dochodzącymi do 20oC, wyruszyliśmy po przygodę w ostatni tydzień października.

Inspiracja – rzeka Lot – klify koło Saint-Cirq Lapopie

Rzeka Lot – gdzie jej szukać

Rzeka Lot ma swoje źródło w Sewennach, górach stanowiących południowo-wschodnią część Masywu Centralnego. Na długości blisko 500 km wije się ona przez 5 departamentów znajdując ujście w rzekach Garonny. Rzeka Lot jest jedną z najdłuższych, skanalizowanych rzek Francji. Nie oznacza to jednak, że można pływać nią na całej długości. Żeglowne są tylko dwa odcinki. Pierwszy fragment liczy 78 kilometrów i rozpoczyna się od ujścia rzeki do Garonny i śluzy Nicole, aż do miejscowości Fumel. Ze względu na zmienny poziom wody w Garonnie, jak i na samej rzece Lot, nie udostępniany do samodzielnej żeglugi barką. Drugi odcinek liczy 75 km i rozciąga się od elektrowni wodnej w Luzech, aż do wioski Larnagol. W połowie tego szlaku, w przepięknej miejscowości Cahors, znajduje się baza firmy Locaboat i cel naszej podróży.

Aby dotrzeć na miejsce

Lotnisko położone najbliżej Cahors znajduje się w Tuluzie. Ze względu na cenę biletu decydujemy się na podróż do Berlina, a następnie lot tanimi liniami Ryanair do Tuluzy. Za bilet w dwie strony z bagażem rejestrowanym do 10 kg płacimy 60 Eur (z bagażem rejestrowanym do 20 kg i dwoma bagażami podręcznymi 120 euro).

Na miejscu wynajmujemy samochód. Jesteśmy grupą 6 osób i opcja ta wydaje się bardziej korzystna niż zamawianie transferu. Ku naszej radości zamiast forda S-Max dostajemy w tej samej cenie wielkiego 9-osobowego vana z pojemnym bagażnikiem. Jak się później okaże, będzie to miało dla nas ogromne znacznie.

Wynajem samochodu w Tuluzie biuro Avis i Budget
Nasza limuzyna w porcie w Cahors

112 km później w wyśmienitych humorach stawiamy się w bazie Cahors. Słońce nieśmiało przeciska się przez chmury, ale podobno od jutra ma być tu „lampa”. Spokojni, że nic nie może pokrzyżować naszych planów witamy się z uśmiechniętym szefem bazy – Monsieur Babou…

To nie do końca miało tak wyglądać…

A Monisieur Babou zaczyna od słów… – Mam dla Was złą wiadomość…

W ostatnich dniach ulewne deszcze nawiedziły Francję. Poziom wody w rzekach przekroczył kilkakrotnie zwykły poziom. Dodatkowo zdecydowano o opróżnieniu zbiorników retencyjnych w górach. W tej sytuacji musimy czekać do jutra, żeby zobaczyć co się wydarzy i jaki poziom osiągnie woda w rzece Lot. Nastawcie się, że jutro raczej nie wypłyniecie.

No cóż, na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Rzeka Lot jest rzeką górską, która szczególnie na początku (kwiecień) i na koniec sezonu (październik) bywa nieobliczalna. Z tego też powodu poleca się ją załogom z doświadczeniem w prowadzeniu barki, oraz takim, które liczą minimum 3-4 osoby. Prawie wszystkie śluzy, a jest ich 17, obsługiwane są ręcznie. Wyjątek stanowi śluza Coty w Cahors, która jako jedyna jest automatyczna. Klucz do niej otrzymuje się zwykle podczas przejęcia barki.

Pozostaje nam czekać na rozwój wypadków. Zanim zapadnie zmrok jedziemy na zakupy, aby zaprowiantować się na cały rejs. Ceny w Leclerc oraz bardzo szeroki wybór produktów przyjemnie nas zaskakują. Za wypełnione koszyki po brzegi lokalnymi przysmakami oraz za 6 butelek wina płacimy ok. 200 eur. Co ciekawe kasjer skanuje produkty, ale nie pobiera za nie płatności. Robi się to samodzielnie w automatach z bilonem lub banknotami, ustawionymi na końcu każdej z kas.

Niestety, polecana domowa restauracja Le Clos Grand okazuje się o tej porze roku zamknięta. Kończymy dzień na moście Valentre. Ten wspaniały przykład średniowiecznej architektury jest największym, obok katedry, zabytkiem Cahors. Wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, przyciąga co roku tysiące turystów. Aby zobaczyć galerię zdjęć i poznać historię mostu – czytaj dalej: Most Valentre .

Rzeka Lot groźnie huczy, wzburzone wody opadają z hukiem niosąc ze sobą połamane drzewa.

Zmęczeni podróżą, upojeni wyśmienitym winem z Cahors podarowanym przez Monsieur Babou zasypiamy z nadzieją, że jutro okaże się dla nas łaskawe.

Dzień drugi – nie tracimy nadziei

Gdzie ten zapowiadany lazur nieba? Deszczowe chmury przetaczają się nad naszymi głowami. Poziom wody w rzece podniósł się blisko o 1,5 metra, co wyraźnie widać po schodkach na pomost – nie musimy ich już używać, bo pomost zrównał się z nabrzeżem. Z dzisiejszego pływania „nici”, więc wyruszamy na zwiedzanie okolicy.

Baza Locaboat w Cahors

Z wizytą w Saint Cirq Lapopie

Nasz pierwszy przystanek – miejscowość Saint Cirq Lapopie. To największa atrakcja na trasie rejsu barką po rzece Lot. Położona na 100 metrowym klifie wioska zdobyła tytuł jednej z najpiękniejszych wiosek we Francji. Założona w XIII wieku przez rodzinę Lapopie, zachowała się w prawie niezmienionym stanie – aby dowiedzieć się więcej czytaj Saint Cirq Lapopie.

Staramy się nie zwracać uwagi na zacinający coraz mocniej deszcze. Penetrujemy wąskie uliczki, przy których wznoszą się wiekowe domy przykryte zmurszałą dachówką. Wdrapujemy się na wzgórze z ruinami zamku, skąd roztacza się wspaniała panorama na rzekę Lot. Zaglądamy do ufortyfikowanego kościoła. Na małą przegryzkę i lampkę wina zatrzymujemy się w leżącej przy głównym placu miasta, vis-a-vis informacji turystycznej – Auberge du Sombral.

Kaczka, fois gra, konfitura z fig, i lokalne sery, a do tego białe, półwytrawne wino i świeży chleb. Typowa francuska kuchnia z tego regionu.

Degustacja Saint Cirq Lapopie
Degustacja Saint Cirq Lapopie

Stromą ścieżką w dół schodzimy do śluzy Saint Cirq Lapopie leżącej pod klifem. Poziom wody jest tak wysoki, że zarówno boje wyznaczające tor żeglugi, jak i pomost przed śluzą znikły pod wodą. Z pogody, jak widać, cieszą się wędkarze, którzy co i raz wyciągają z wody maleńkie rybki wielkości sardynek.

Rzeka Lot Saint-Cirq Lapopie
Śluza Saint Cirq Lapopie
Rzeka Lot
rzeka Lot – pomost dla barek zniknął pod wodą

Dzień nam się powoli kończy, a w planach jeszcze wiele punktów. Żałuję ogromnie, że nie udało nam się przejść szlakiem pieszym z Bouzies w kierunku Saint Cirq Lapopie. Biegnie on wzdłuż rzeki Lot, wykutą w skale, niezwykle widowiskową ścieżką. Cóż, następnym razem.

Zakochani w winach z Cahors

Pierwszy wieczór na barce pozwoliły nam dokonać szybkiej oceny: wina kupione w markecie nie dorównywały temu, które otrzymaliśmy w prezencie od Monsieur Babou. Poprosiliśmy zatem, aby zdradził nam gdzie można kupić – Chateau Lamagdelaine noire . Okazało się że jest to wino z Cahors produkowane przez jego przyjaciela Janicota. W sezonie sprzedawane w miejscowości Vers, a przez cały rok w winiarni Meme Quercy.

Pewnie już się domyślacie gdzie skierowaliśmy swoje kroki w drodze powrotnej na barkę 😉

Dwa słowa na temat win z Cahors. W Cahors produkuje się wyłącznie wina czerwone, o głębokiej, ciemnofioletowej barwie. Dawniej nazywano je „czarnymi winami” z Cahors. Podstawą ich jest szczep malbec. Przepisy apelacji określają jego minimalną zawartość w winach na 70%, ale producenci często stosują nawet 100%. Młode wina mają intensywny, owocowy smak: wyczuwalne nuty wiśni, jeżyn, z nutami przypraw. Starsze wzbogacone są o akcenty runa leśnego m.in. trufli.

Winnice Cahors znane były już w VII wieku i cieszyły się ogromną renomą. W okresie największego rozkwitu, w drugiej połowie XIX wieku, uprawy zajmowały niemal 60 tys. ha, a wina z Cahors trafiały na królewskie stoły. I wtedy właśnie przyszedł kryzys. Najpierw winnice zdewastowała zaraza – filoksera, a następnie potężne przymrozki, które wiosną 1956 r. zniszczyły większość upraw.

Ponowne nasadzenia nie dorównały jakością wcześniejszym zbiorom. Reputacja regionu podupadła. Dopiero w 1972 roku ponownie przyznano winom z Cahors status AOC – appellation d’origine contrôlée.

Obecnie winnice Cahors zajmują obszar 4,2 tys. ha, a więc niespełna 10% obszaru zajmowanego pod uprawę w czasach największej świetności. Winorośl uprawia się tarasowo wzdłuż brzegów rzeki Lot oraz dalej od rzeki, na płaskowyżu Causse.

Z wizytą w Meme Quercy

Meme Quercy to połączenie delikatesów, winiarni i restauracji. Zostajemy oprowadzeni po piwnicach, w których składowane są różnej jakości wina. Te najbardziej cenne leżakują w dębowych beczkach, te mniej szlachetne w betonowych kadziach. Każde z pomieszczeń jest klimatyzowane, aby zapewnić stałą temperaturę i wilgotność powietrza. Oglądamy, degustujemy wina i próbujemy lokalnych specjałów, którymi częstuje nas przemiła obsługa.

Jesteśmy zgodni – nasze serca podbija wino Janicot Circus. Nie wygląda zbyt okazale, etykieta raczej mało elegancka, ale wino wspaniałe! 100% wina malbec i co ważne bez siarczanów (sans sulfties ajoutes) – od których następnego dnia boli głowa. Podobno latem jest tu tak dużo klientów, panuje straszny „młyn”, że właściciel postanowił wino nazwać „cyrkiem Janicota”, aby podkreślić tę atmosferę. Wino kosztuje 16 Eur za butelkę i rozsądnie dawkowane będzie nam umilać czas do końca rejsu.

Kogo uwiedzie kuchnia francuska

Gdy opuszczamy Meme Quercy jest już ciemno. Nie mamy zbyt wiele czasu bo na 19.30 mamy już zamówioną kolację w restauracji Fil des Doucers.

Tutaj znów mała dygresja. Większość francuskich restauracji na prowincji działa w następujący sposób. Otwarte są około południa przez 2h gdzie serwują lunch, a następnie otwierają się około godziny 19.00-20.00 ponownie na 2h. (latem dłużej). Po sezonie kuchnia kończy pracę około godziny 21.00. I to raczej klient dostosowuj się do czasu pracy restauracji, nie na odwrót. Druga sprawa to wybór dań. Zwyczajowo w każdej restauracji jest kilka gotowych zestawów, w skład których wchodzi przystawka, danie główne i deser (zwykle 2-3 dania do wyboru). Takie menu kosztuje od 15 Eur do 50 – 70 Eur w bardzo dobrych restauracjach. Oczywiście można zamawiać wybrane pozycje z menu, ale wychodzi to zwykle znacznie drożej.

Wybraliśmy restaurację Fil des Doucers – zdobywcę nagrody Attestation d’Excellence 2015 – 2017, 2019 – znajdującą się tuż przy moście Valentre,  niespełna 15 minut spacerkiem od barki. Było smacznie, pięknie podane, desery znakomite. Za kolację zapłaciliśmy, całkiem rozsądnie, 29 eur/osoba + wino.

Co do samej kuchni francuskiej z tego rejonu to mam mieszane odczucia. Mięsożercy na pewno nie będą rozczarowani. Dużo tu prostego, powiedzielibyśmy „chłopskiego”, jedzenia: mięsa z jagnięciny oraz drobiu – szczególnie kaczek i gęsi, do tego fasola, warzywa. Znajdziemy tu również bardzo duży wybór grzybów, ze szczególnym miejscem dla trufli.

Specjalnością regionu jest wspomniany wcześniej pasztet ze stłuszczonych wątróbek kaczych i gęsich – fois gras. Sklepy z tym przysmakiem są dosłownie na każdym rogu, w marketach zajmuje kilka długich półek. Produkt, który wzbudza wiele kontrowersji za sposób jego wytwarzania, ostatnio zakazany w restauracjach Nowego Jorku, tu święci swój triumf. Zakorzeniony w kulturze Francji od wieków ma olbrzymie rzesze fanów.

Moim ulubieńcem z regionu Cahors został niewielki, okrągły serek kozi Rocamadour. Ma cienką, delikatną skórkę i kremowy, aksamitny miąższ. Jest znakomity, szczególnie ze świeżą bagietką i winem z Cahors.

I o ile departament Lot i Garonne często występuje razem promując swoją kuchnię, my zauważyliśmy wyraźnie próbę podkreślenia wśród mieszkańców swojej odrębności i jakości produktów z doliny Lot.

Dzień trzeci – w górę i w dół

Zasnuty mgłami poranek powoli budzi nas do życia. Już wiemy, że podczas tego wyjazdu nie będzie nam dane pływanie barką po rzece Lot. Mimo że poziom wody się ustabilizował i ruch na rzece jest powoli wznawiany, to część śluz pozostanie zamknięta. Zatarasowane pniami drzew wymagają udrożnienia. Razem z biurem Locaboat robimy naradę i podejmujemy decyzję… o zmianie rzeki. Aby nie tracić cennego czasu wybieramy najbliżej leżącą bazę w Agen i postanawiamy popłynąć rzeką Baise.

Ale, nie tak od razu 🙂 Przecież dzisiejszy dzień mamy już dobrze zaplanowany! Do bazy w Agen pojedziemy jutro, a póki co wsiadamy do naszego vana i jedziemy na północ. Naszym celem jest przyklejone do skały miasteczko Rocamadour.

W górę do Rocamadour

Monika, najbardziej zorientowana w atrakcjach regionu, zarządziła wyprawę do Rocamadour. Nie miałam nic przeciwko temu. Oczami wyobraźni widziałam już te zielone łąki z białymi kózkami wybiegającymi nam naprzeciw, liczne sklepiki i lokalne serowarnie kuszące zapachami. Jednym słowem – kolejna, pyszna degustacja. Jakie było moje zdziwienie gdy Rocamadour okazało się czymś zgoła innym!

Rocamadour
Widok na Rocamadour

Już z daleka podziwiać mogliśmy średniowieczne budowle przyklejone do nagiej skały wznoszącej się na wysokość 400 metrów. To robi wrażenie. A później było jeszcze lepiej. Zostawiliśmy samochód na parkingu i pokonując liczne schody weszliśmy główną bramą do miasta. Przez Rocamadour wiedzie w zasadzie tylko jedna droga, wzdłuż której położone są liczne sklepy z pamiątkami, lokalnymi wyrobami spożywczymi i restauracjami. Prowadzi ona do centrum miasta na Place du Martroi, gdzie wznosi się pomnik Joanny d’Arc na koniu.

Sercem miasta jest, położone 216 schodów wyżej, sanktuarium Notre Dame, dosłownie sklejone ze skałą. Wewnątrz znajdziemy posążek Czarnej Madonny. Według legendy Sanktuarium powstało w miejscu, gdzie mieszkał na skale pustelnik Amadour, którego nietknięte czasem ciało znaleziono w XII wieku. Od tego czasu Rocamadour stał się popularnym miejscem pielgrzymek. Nawiedzali je również francuscy królowie i papieże.

Podobnie jak most Valentre w Cahors, Rocamadour leży na szlaku św. Jakuba do Santiago de Compostela.

Z Sanktuarium Notre Dame droga biegnie w górę, aż do zamku wieńczącego skałę. Po drodze mija się kolejne stacje drogi krzyżowej. Ten odcinek udało się pokonać jedynie Ani, która niestrudzona zdobyła szczyt, a potem zbiegła do nas odsapnąć na tarasie.

Chwila oddechu. Odpoczywamy w pełnym słońcu (wreszcie !) i z lokalnym, niepasteryzowanym piwem Ratz, pochodzącym z rzemieślniczej produkcji w Fontanes.

W dół do Gouffre de Padirac

Ale to nie koniec dzisiejszych atrakcji! Pod lekką presją czasu, gdyż bilety mamy wykupione na konkretną godzinę, pędzimy do Padirac.

Jak najprościej opisać Gouffre de Padirac? Ktoś mógłby powiedzieć imponująca dziura w Ziemi. I nie minąłby się z prawdą. To monumentalna jaskinia naturalna położona na głębokości 75 metrów, do której prowadzi dziura w Ziemi o średnicy 35 metrów. Na samym dnie jaskini na głębokości 103 metrów pod ziemią, płynie rzeka Padirac o długości 40 km. Aby lepiej wyobrazić sobie rozmiar tej jaskini warto powiedzieć, że cała trasa udostępniona turystom liczy 543 schody (na szczęście część można ominąć i skorzystać z wind). W ciągu półtorej godziny pokonujemy trasę o długości 2,2 km, w tym około 1 km łódką. W grocie panuje stała temperatura 13oC, a wilgotność utrzymuje się na poziomie 99%.

Niesamowita! Zjawiskowa! Nigdy nie widziałam czegoś takiego! – to najczęstsze komentarze jakie padały po jej opuszczeniu.

Nauczeni doświadczeniem radzimy kupować bilety w internecie. Jaskinia otwarta jest od kwietnia do początku listopada (załapaliśmy się dosłownie na ostatnią chwilę). A co więcej, mieliśmy okazję odwiedzić ją w okrągłą rocznice – 130 lat od jej odkrycia przez Edouarda-Alfreda Martela.

Żegnamy Cahors i rzekę Lot

To ostatnie nasze chwile w Cahors. Po upalnym dniu przyszedł czas na rześki poranek z dosłownie kilkoma stopniami na plusie. Na bezchmurnym niebie wyłoniło się zza gór słońce dając nam niezapomniany spektakl.

Most Valentre Cahors poranek jesień
Wschód słońca nad mostem Valentre

Zostaliśmy w Cahors celowo do soboty ponieważ w tym dniu (jak również w środy) odbywa się tutaj tradycyjny francuski targ, w samym centrum miasta. Naszą fotorelację z tego miejsca możecie zobaczyć tutaj: targ w Cahors.

Żal wyjeżdżać. Region ma tyle atrakcji, że na pewno nie nudzilibyśmy się przez tydzień. Może uda nam się kiedyś tu wrócić… Ale póki co ostatnie bagaże załadowane do vana, czas ruszać. Agen czeka…

Poranek na rzece Lot
Jesienny poranek nad rzeką Lot

Spodobał Ci się artykuł? Oceń go!

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (7 votes, average: 4,71 out of 5)
Loading...

Posty w kategorii

ul.Stryjeńskich 15A lok 5 (1 piętro), 02-791 Warszawa +48 22 446 83 80 info@punt.pl

ODWIEDŹ NAS: